Był listopad, rok 2015. Siedziałam sobie na osiemnastce kuzyna, na której zresztą wcale być nie chciałam. Od października byłam już studentką, także wiecie – doświadczenie godne wpisania w życiorys. No a już na pewno byłam wtedy osobą kompetentną do udzielania odpowiedzi na temat życia studenckiego. Pewien osobnik płci męskiej, którego to wcale spotkać nie chciałam, prowadził ze mną konwersację, wiadomo, na poziomie.

– Słuchaj, a zauważyłaś, że ludzie na studiach to strasznie tyją? – zapytał on mniej więcej tymi słowami. Moja pierwsza reakcja, jak na prawdziwą kobietę przystało „ Sugerujesz, że jestem gruba?!” Oczywiście to była tylko myśl. Znałam osobnika dość dobrze i nie podejrzewałabym go o aż tak błyskotliwe sugestie.
– Nieee, no coś Ty. Nie zauważyłam. Przynajmniej u mnie tak nie ma. – odpowiedziałam. Niech żyje miesięczne doświadczenie.
– A bo wiesz, mam takiego kumpla. Poszedł na studia i mówię Ci, z 10 kilo przytył! Na początku to go nawet nie poznałem! – osobnik był wyraźnie oburzony. A mawiają, że faceci nie lubią plotek. Nie wierzcie tym, co tak mawiają.
– No oki, ale chyba nie uważasz, że to wina studiów? Na uczelni nikt nie wita Cię z hamburgerem na tacy. Jak się żywił w maku to przytył i tyle. No fascynujące, naprawdę. – okay, moja odpowiedź wtedy nie była aż tak błyskotliwa. Ale wyobrażajmy sobie, że tak właśnie się stało.

Ta głupia rozmowa jednak trochę dała mi do myślenia. No bo nie oszukujmy się, życie studenckie pod względem żywieniowo-treningowym nie jest kolorowe. Nagle okazuję się, że to co mama wyrabiała w kuchni to nie czary, a zdrowe jedzenie nie pcha Ci się samo do koszyka w Biedronce. Na dodatek przygotowywanie posiłków wymaga czasu i. o zgrozo, umiejętności! A już najgorsze jest to, że niekwestionowanym królem studenckich imprez jest trunek w kolorze złota, który to szybko Twój wytrenowany brzuch zamienia w mini bębenek. Mówiąc krótko, tak ciężko być prawdziwym studentem! Żarty, żartami, ale przestaje być śmiesznie, gdy wchodzisz na wagę i sama nie wiesz kiedy przybyło Ci kilogramów! Zachowajcie spokój moje Drogie! Dziś podpowiadam, jak nie stracić formy na studiach!

 

KONTROLUJ SIĘ
Stracić formę jest naprawdę łatwo, gorzej ją później odbudować. Wiem, że mówię teraz banały, ale czasem trzeba! Musisz zrozumieć jedno. Jesteś na studiach, prawdopodobnie wyjechałaś z domu i teraz to Ty sama musisz się pilnować. Odpowiadasz za zakupy, pory posiłków i swój jadłospis. Sama decydujesz o wszystkim! Musisz nauczyć się kontrolować sytuację! Zwracaj uwagę również na swoje ciało. Oczywiście, zakup wagi to już jest jakiś wydatek. Plus trzeba pamiętać, że waga to nie kryształowa kula – całej i jedynej prawdy Ci nie powie. Rozwiązanie? Kup centymetr krawiecki! Mierz się regularnie. W ten sposób łatwo, szybo i bez problemu będziesz w stanie kontrolować swoje ciało. Nawet jeżeli trochę „zmieniłaś wymiary” – im wcześniej będziesz tego świadoma, tym więcej jesteś w stanie zrobić. Kontrola to podstawa!

KUPUJ ŚWIADOMIE
Uwierzcie mi, wiem że zakupy w spożywczym potrafią zamienić się w prawdziwą wojnę o przetrwanie. I szczerze mówiąc, nie ma na to rady. Po prostu pewnych rzeczy musisz się nauczyć. Nikomu nie trzeba tłumaczyć, że lepiej wybrać suszone owoce zamiast chipsów. Problem zaczyna się przy wyborze mięsa czy nawet pieczywa. Na szczęście to wcale nie jest aż tak skomplikowane! Po pierwsze- naucz się czytać składy! Najłatwiejsze sposoby, które polecam w skrajnych przypadkach to a) im bardziej nie rozumiesz co czytasz, tym gorzej b) lepiej trzymać się z daleka od bardzo długich składów. Możesz również zainstalować aplikację, która prześwietli produkt pod kątem E cudów. Możesz też poszukać opinii o produktach w internecie. Możesz też zadzwonić do mamy! Tylko błagam, nie aspiruj do tytułu Rasowego Słoika! Jesteś już duża!

IMPREZUJ Z GŁOWĄ
Nawet nie chodzi o ten powrót do domu, którego nie pamiętasz. Nie mam też na myśli kaca, który trwał trzy razy tyle co impreza.  Po prostu pamiętaj, że alkohol to nie woda, też ma kalorie! Przy czym rzadko występuje samotnie, zawsze towarzyszą mu przekąski, już nie mówiąc o tym kebabie o drugiej w nocy. Idź na imprezę, baw się fantastycznie ale znaj umiar. Podpowiem Ci coś. Spróbuj wpasować imprezę w swój cheat meal. To się sprawdza, pod warunkiem, ze nie jesteś na diecie redukcyjnej i masz na tyle dużą kontrolę nad sobą, że słodycze i fast foody Tobą nie rządzą. Ja sama tak naprawdę nie mam regularnie zaplanowanych cheat mealów. Jednak wiem, że ten raz na tydzień spotkam się ze znajomymi. Wtedy z czystym sumieniem mogę napić się alkoholu czy zjeść coś mniej zdrowego. Oczywiście nie rzucam się na jedzenie jak wygłodniała modelka. Po prostu pozwalam sobie na więcej. U mnie to działa. Jeżeli sprawdzisz na sobie i będzie w porządku – daj znać. Oczywiście nie jest to zasada. Nie dla każdego takie rozwiązanie będzie dobre.

PLANUJ POSIŁKI
I pod żadnym pozorem nie zapominaj o wodzie – to ma wpływ zarówno na Twoją sylwetkę jak i efektywną naukę! Przeanalizuj dokładnie swój plan zajęć, połącz go z innymi aktywnościami i wybierz optymalną porę na posiłki. Może jeszcze tego nie doceniasz, ale odgórnie ustalony plan dnia bywa zbawieniem! Często o wiele trudniej zorganizować się całkowicie samemu. Oczywiście, jeżeli w środę zjesz obiad pół godziny później niż we wtorek nic się nie stanie! Jednak mimo wszystko, przyzwyczajaj swój organizm do stałych pór jedzenia. Pamiętaj też by zabierać drugie śniadanie na uczelnie! Korona Ci z głowy nie spadnie jeżeli wstaniesz 10 minut wcześniej i na szybko przygotujesz zdrową sałatkę.

PAMIĘTAJ O TRENINGU
To, ze studiujesz wcale nie robi z Ciebie najbardziej zajętej osoby na świecie. W dalszym ciągu masz jeszcze dużą część dnia na trening! I jeżeli teraz powiesz mi, że ćwiczenia wymagają kasy i to za drogo, to wychodzę i trzaskam laptopem! Mnie udało się znaleźć klub fitness ze świetnymi zajęciami i taka ofertą, że za przystępną cenę prawie codziennie biegłam na zajęcia. Wiele klubów i siłowni ma specjalne oferty dla studentów. Poza tym, możesz robić milion rzeczy całkiem za darmo! Bieganie (jedyny koszt to buty!) ,spacery, treningi w internecie! No i wiesz … spójrz w górę, widzisz te zakładki?! Wszystkie dziewczyny dwoją się i troją, aby na tym blogu udostępnić Ci jak najwięcej sposobów na ćwiczenia! No dalej, poszukaj troszkę!

Przyznaj szczerze, zachowanie pięknej sylwetki na studiach wcale nie jest takie skomplikowane! Wystarczy odrobina chęci i dyscypliny. Dziewczyny, przecież nie mamy już 5 lat, nie wyrwałyśmy się z domu do fabryki cukierków by za hajs od babci kupować ile tylko udźwigniemy. Studia to tak naprawdę najlepszy moment by w końcu się w życiu ogarnąć. Znam osoby, które narzekały, że mają nadwagę, bo mama gotuje obiad na trzy dania a po wszystkim tata kupuje lody. No to nareszcie jest czas, byś sama o siebie zadbała! Nie zostawimy Cię z tym samej, już niebawem pojawią się kolejne studenckie przepisy. Nie dopuścimy do tego, byś skończyła jak kumpel osobnika!  Słowo blondynki!

Pozdrawiam i życzę powodzenia na studiach,

Martyna

zestawy startowe neonail z dodatkowym lakierem gratis

9 KOMENTARZE

    • Moim zdaniem to tylko wymówka 🙂 Ja studiuję, pracuję, wychowuję dziecko 😀 Nie mówię, że codziennie udaje mi się znaleźć motywację. Ale przynajmniej 4 razy w tygodniu.

    • Mi się udało skończyć studia, jednocześnie pracując w zawodzie, a jestem inżynierem mikroelektronikiem, więc miałam co robić. I co? I wychodziłam z domu o 6 obładowana torbami i szłam do pracy, z pracy na uczelnie, z uczelni na trening i wracałam do domu o 19-20. Do tego musiałam jeszcze zrobić projekty. I przygotować “pudełeczka” na następny dzień. Nie mówię, że było łatwo, ale do zrobienia, wystarczy się dobrze zorganizować.
      Poza tym…wracasz do domu o 19 i co ? Przecież nie idziesz od razu spać

  1. ja niestety przybrałam kilka kilogramów po tym, jak zaczęłam studiować na dwóch kierunkach. Teraz większość czasu siedzę – na zajęciach, a potem w domu, ucząc się, robiąc projekty itd. Naprawdę brakuje mi czasu na treningi :/

  2. Przeciętny student (nie mówią o przypadkach łączenia studiów z praca czy macierzyństwem, bo to wyższy level) jak najbardziej powinien znaleźć czas na treningi i przygotowywanie zdrowych posiłków. Po prostu chcieć to móc. Mi udało się schudnąć w czasie studiów prawie o 20 kg i to bez efektu jojo. Po prostu to jest czas kiedy człowiek sam decyduje o sobie i swoim żywieniu, wiec warto właśnie wtedy wziąć swoje zdrowie i swoja sylwetkę we własne ręce.

  3. Tak, to prawda. Mnie samej jest ciężko planować dzień i zawarte w nim posiłki zwłaszcza odkąd pracuję. W cukierni. O zgrozo!

  4. Ja teraz od kiedy pracuje po 10-11 h dziennie ( praca chodząca bądź stojąca przez ten cały czas ) nie mam siły już potem ćwiczyć w domu :/ co byscie mi poradziły .? :/

  5. Co prawda studiuję dopiero 3 tygodnie, ale absolutnie się z tym zgadzam… Teraz już sobie sama gotuję, ale pierwsze dni to było jedzenie na mieście i picie w barach. Tylko portfel przez to chudnie, a człowiek tyje. Ważne, żeby się jak najszybciej ogarnąć :).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here