Niedoczynność tarczycy – odchudzanie vs. choroba

16
Infographic weight loss. The transition from the harmful food to healthy and sports activities

Witajcie. W dzisiejszym wpisie chciałabym podzielić się z Wami moją wiedzą na temat walki z niedoczynnością tarczycy. Oczywiście, lekarzem nie jestem, wszystko co tutaj napiszę to głównie moje przemyślenia, trochę wiedzy zdobytej od fachowców oraz na studiach. Nie będę przytaczać medycznej definicji choroby, myślę, że każda osoba która się z nią zmaga wie, na czym ona polega i z jakimi problemami w życiu codziennym się wiąże. Do dzieła więc 🙂

Na początek zacznę od przybliżenia Wam pokrótce mojej historii. Swoje pierwsze starcie z chorobą rozpoczęłam w wieku 10-11 lat, więc praktycznie 14 lat temu. Na niedoczynność cierpiała moja mama, więc kiedy zaczęły pojawiać się u mnie pierwsze symptomy chorobowe, od razu zaciągnęła mnie do endokrynologa. Wynik? TSH 80, głęboka niedoczynność tarczycy. Tak to się wszystko zaczęło. Rozpoczęłam przyjmowanie syntetycznych hormonów poprzez tabletki euthyrox, rozpoczynając od najniższych dawek. W wieku 16 lat pojawiła się u mnie dodatkowo choroba Hashimoto, w 22 roku życia również insulinooporność. Obecnie, po tych wszystkich latach zmagań w kocu dobiłam do ‚normalnego’ TSH (w okolicach 1) przy dawce leków 125. Po drodze zmieniłam też euthyrox na letrox, ze względu na zawartość ‚dodatków’ na które źle reagowałam. Próby odstawienia tabletek i przejścia na różnorakie diety kończyły się u mnie zawsze bardzo źle, TSH natychmiast wariowało. Nigdy nie miałam problemów z wagą, przez całe dzieciństwo nosiłam rozmiar xxs/xs, jako nastolatka xs/s – całe życie jestem związana ze sportem, mimo choroby nie wyobrażałam sobie bez niego dalszych dni. Dopiero po 22 roku życia, gdy w kość dała mi insulinooporność oraz problemy z kortyzolem (o którym też napiszę w osobnym poście, ponieważ jest to hormon bardzo istotny dla osób ćwiczących) przybrałam na wadzę prawie 20 kg. Był to dla mnie ogromy szok i duży problem natury estetycznej. Nie byłam nigdy jakoś strasznie gruba, ale przejście na rozmiar M/L naprawdę stało się kłopotliwe, zaczęłam wstydzić się samej siebie i tego, jak wyglądam. Dla osoby, która całe życie związana była ze sportem i odżywiała się zdrowo był to po prostu powód do popadnięcia w depresję. Jednak nie odpuściłam, rozpoczęłam swoją walkę o dawną sylwetkę i swoje zdrowie.

Co więc jest ważne podczas walki o smukłą sylwetkę przy niedoczynności tarczycy?

  1. Właściwe leczenie

Nie ma co oszukiwać – unormowanie pracy tarczycy to podstawa. Wiem dobrze, że znalezienie dobrego lekarza i właściwej dawki leków może trwać mnóstwo czasu, jednak warto być cierpliwym. Kiedy w kocu osiągniemy odpowiedni stan hormonów (TSH, FT3, FT4, AntyTpo) możemy śmiało brać się za odchudzanie, bo będzie ono skuteczne tak, jak u zdrowych ludzi. Przy niedoczynności tarczycy warto również dbać o inne badania, ponieważ chorób ‚towarzyszących’ jest niestety sporo – często może występować PCOs, hashimoto, insuliooporność czy cięższy zespół Cushinga, ogólne problemy hormonalne. Warto więc regularnie sprawdzać swoje zdrowie, tym bardziej, jeśli pojawiają się nowe, niepokojące objawy. Warto również sprawdzać poziomy witamin czy minerałów, szczególnie witaminy D3, wapnia, fosforu.

2. Dieta, dieta, jeszcze raz dieta

Jak przy zwyczajnym dbaniu o naszą sylwetkę – cudów bez dobre diety nie osiągniemy. Mówi się, że wiele osób z niedoczynnością tarczycy powinno odstawić gluten czy laktozę. Ja je jem, lecz mam 100% pewność, że nie mam na nie nietolerancji czy alergii. Jeśli mamy wątpliwości – warto zrobić badania. Niestety, muszę przyznać, że bywają one kosztowne. Można więc próbować metodą prób i błędów, odstawiając po kolei poszczególne składniki pokarmowe i obserwując swój organizm. Kolejnym krokiem jest właściwy dobór makroskładników – nie od dziś wiadomo, że w diecie przeciętnego Polaka przeważają tuczące węglowodany. Na standardowych dietach najczęściej obcina się ich ilość. Jednak przy chorobach tarczycy dieta z wykluczeniem węglowodanów lub z ich bardzo niskim poziomem nie jest polecana. Zamiast tego wybieramy te z niskim lub sporadycznie średnim indeksem glikemicznym. Unikamy natomiast wszelkich słodyczy, produktów o wysokim indeksie glikemicznym i wysokokalorycznych. Polecana jest także wyższa niż klasycznie (ale nie z przewagą tego składnika – powinno ono stanowić 15% max 20% całościowego bilansu kalorycznego) zawartość białka w diecie – jest ono także składnikiem energetycznym, dobrze wiąże wodę, jest mniej kaloryczne niż węglowodany a przy tym sycące. Stymuluje także produkcje hormonu wzrostu w dużej mierze odpowiedzialnego za spalanie tkanki tłuszczowej. Aby chronić nerki, które przy dietach wysokobiałkowych są mocno obciążone, należy wypijać co namniej 1,5 litra wody dziennie. Należy także pamiętać o podaży zdrowych tłuszczy – awokado, orzechy, oliwa z oliwek, sławiony ostatnio olej kokosowy itp.

Kolejnym ważnym punktem jest tolerancja jodu – jeśli tarczyca wystąpiła na tle autoimmunologicznym, należy uważać na jego spożycie. Bywają także przypadki, kiedy do niedoczynności doszło właśnie z powodu braku tego składnika – wtedy nasza dieta powinna być bogata w jod. W tym temacie nasze wątpliwości powinien rozwiać lekarz. Jeśli jesteśmy tym drugim przypadkiem, warto zwrócić uwagę także na wyłączenie z diety produktów, które upośledzają przyswajanie tego składnika przez nasz organizm. Są to na przykład surowe warzywa takie jak kalafior, kapusta, brukselka czy soja. Dbamy o prawidłową podaż selenu czy cynku. Uważamy także na zawartość konserwantów, barwników które niekorzystnie działają na pracę naszej tarczycy. Warto do diety dodać z kolei zioła i naturalne produktu pobudzające metabolizm, z wyłączeniem stymulantów. Kolejny ważny punkt – pod żadnym pozorem nie wolno przechodzić na drakońskie diety typu 1000kcal czy 1200kcal – nasz metabolizm i tak jest już upośledzony, tego typu dieta tylko dodatkowo go spowolni, co przyniesie efekt odwrotny do zamierzonego. Kalorie obcinamy stopniowo, wychodząc z naszego całkowitego zapotrzebowania energetycznego.

3. Aktywność fizyczna

Jeśli nasze hormony są wyregulowane, nie ma wymówek. Wiele osób z niedoczynnością tarczycy ciągle mówi, że nie ćwiczy, bo nie ma siły, szybko się męczy i tak dalej. Owszem, choroba ta sprzyja kiepskiemu samopoczuciu, ale endorfiny które uwalniane są podczas ćwiczeń są dla nas bardzo korzystne – znacząco mogą poprawić komfort naszego codziennego życia. Ponadto wymówka „szybko się męczę” jest przereklamowana – często winą tego jest kiepska kondycja i wydolność, którą trzeba po prostu wypracować, a nie sama choroba. Aktywność fizyczna jest ważna, ponieważ podkręca nasz metabolizm i ułatwia spalanie niechcianych nadmiarów tkanki tłuszczowej. Polecane są głównie ćwiczenia tlenowe – pływanie, jogging, rower, rolki czy klasyczne „dywanówki” w postaci dłuższych cardio czy interwałów (które notabene można oczywiście wykonywać także w terenie). Takie ćwiczenia pozwalają nam spalać kalorie długo po ich zakończeniu. Jeśli nasza kondycja jest kiepska, śmiało możemy zacząć od spacerów, marszów czy marszobiegów – to nie żaden wstyd! Każda aktywność jest dobra! Nie ma co rzucać się na głęboką wodę i zniechęcać po 10 minutach ćwiczeń, które nas nadmiernie przemęczają i których nie jesteśmy w stanie wykonać. Naprawdę lepiej zacząć spokojnie, a z czasem po prostu zwiększać ilość aktywności. Ważny jest też czas – pamiętajmy, że lepiej ćwiczyć 30-40-50 minut średnio intensywnie, niż 10-15 minut na maxa i potem paść – na początku wysiłku spalane są głównie węglowodany a nie tkanka tłuszczowa. Wyjątkiem tego typu ćwiczeń są oczywiście tabaty, ale mają one za zadanie podkręcanie metabolizmu, nie stricte spalanie tkanki tłuszczowej. Trening siłowy także jest ważny, ponieważ duża zawartość tkanki mięśniowej w organizmie również wpływa na szybkość przemian i zwiększa zapotrzebowanie energetyczne. Jak ognia unikamy natomiast sytuacji przetrenowania, przemęczenia czy nadmiernej aktywności – naprawdę, 3-4 razy w tygodniu w zupełności wystarczą, organizm musi się regenerować, hormony stabilizować. Większa aktywność zamiast pomagać, może szkodzić, szczególnie przy restrykcyjnej diecie (dlaczego nie warto na nią przechodzić, patrz punkt wyżej). Oczywiście możliwe jest uprawianie sportu zawodowego, jednak wtedy należy dbać o prawidłowy bilans kaloryczny i stałe badania hormonów (głównie hormonu wzrostu, kortyzolu). Czego powinniśmy unikać – przede wszystkim wysiłków bardzo intensywnych (bardzo wysokie tętno) i krótkotrwałych.  Sprzyjają one bowiem szybkiemu wyrzutowi hormonów oraz równie szybkiemu ich spadkowi do poziomu niemal poniżej podstawowego, co dla osób chorych na niedoczynność tarczycy jest bardzo niekorzystne.

Przeszkodą w podejmowaniu aktywności fizycznej mogą być problemy z krążeniem, które występują u części chorych oraz anemia. Wtedy nasze mięśnie mają problemy z przepływem krwi przez nie co skutkuje gorszą wytrzymałością i spalaniem w dużej mierze glikogenu mięśniowego zamiast innych składników energetycznych. Warto wtedy zaczerpnąć rady lekarza – kardiologa, co do ćwiczeń, które nie są dla nas polecane, monitorować się oraz w przypadku anemii czy cięższych zmian podjąć leczenie. Jednak zdecydowanie i wtedy należy stopniowo poprawiać naszą wydolność, ponieważ będzie to miało świetne oddziaływanie na cały układ krążenia.

4. A co z antykoncepcją?

Pytanie, które często pada z ust osób chorych na tarczycę. Szkoły są dwie – jedni uważają, że leków antykoncepcyjnych trzeba unikać, jak ognia, drudzy przepisują je bez przeszkód. Ja jestem za tym drugim rozwiązaniem. Dlaczego? Głównie ze względu na często towarzyszące niedoczynności PCOs, które po prostu „leczy się” między innymi tabletkami antykoncepcyjnymi. Oczywiście leki powinny być przepisane tylko po szczegółowych badaniach hormonalnych aby zminimalizować ryzyko objawów niepożądanych. Jeśli tyjemy, odkłada się nam woda, pojawiają bóle, plamienia (przez 3 pierwsze opakowania są dozwolone) i inne problemy – natychmiast powinniśmy zgłosić to lekarzowi, aby mógł przepisać inne leki! Jeśli trafimy na lekarza, który tabletki wypisuje na przysłowiowe oko – uciekajmy jak najszybciej. Naprawdę nie warto.

Trochę długi ten post, ale chciałam jak najwięcej wam przekazać i przybliżyć. Z pewnością i tak o czymś zapomniałam 😀 Jeśli macie jakieś pytania, własne obserwacje, z czymś się nie zgadzacie – śmiało, piszcie. Tak jak i Wy, ja też ciągle uczę się czegoś nowego na temat tej choroby. Pozdrawiam gorąco 🙂

16 KOMENTARZE

  1. Swietny artykuł. Rowniez borykam sie z problemem niedoczynosci tarczycy oraz hashimoto. Regularnie przymuje leki – letrox ale od pol roku borykam sie z problemem wysokiego kortyzolu. Jestem bardzo ospala i ogolnie zle sie czuje. Pozostale wyniki mam w normie jednak na moje zapytanie o kortyzol i dlaczego taki wysoki kazdy lekarz mowi mi to samo, ze to błąd pomiaru i nie mozliwym jest by przy niedoczynnosci tarczycy miec taki wynik. Moze mi cos doradzisz? Prosze o pomoc.

    • Jest to możliwe – sama przechodziłam przez ten problem. Wysoki kortyzol może świadczyć o problemach z nadnerczami, zespole lub chorobie Cushinga, lub po prostu wynikać ze zwiększonego stresu. Nie mniej, zdecydowanie wymaga konsultacji lekarskiej, dziwię się, że lekarze Cię zbywają – ja sama miałam wynik kortyzolu 10 razy powyżej normy. Trzeba wtedy sprawdzić inne hormony – nadnerczowe i produkowane przez przysadkę mózgową. Dopiero wtedy mamy pełny obraz. Jedno jest pewne – przy wysokim kortyzolu nie można intensywnie ćwiczyć, ponieważ potęguje to jego stężenie we krwi. Postaram się szerzej napisać o tym zagadnieniu w kolejnym poście.

  2. Świetny artykuł. Rzeczowy, zawierający cenne informacje. Jako osoba z Hashimoto i niedoczynnością wiem, że czasem trudno zwlec się z łóżka – ale wiem też, że aktywność fizyczna naprawdę poprawia samopoczucie. Do szału doprowadzaja mnie panie na różnych forach czy grupach FB, zrzucające całą winę za nadwagę na chorobę. Jasne, dużo nam trudniej zrzucic kilogramy – ale się da!!! Sama przez 8 kiesięcy walczyłam o powrót do formy po ciąży, choć miałam tylko 8 kg do zgubienia… ale się nie poddałam i ruch (dojezdzam do oracy na rowerze 12 km) plus dieta dały radę. I dziękuję bardzo za fragment o przyjmowaniu leków – przerażają mnie osoby propagujące dziwne metody opierające się na rezygnacji z syntetycznego hormonu. Wielkie brawa za post!

  3. Znajoma ma Hashimoto i niedoczynność, tylko że jest bardzo szczupła, a nawet chuda. Czy to możliwe, żeby z tego powodu schudła? Skoro post mówi, że jest na odwrót. Ja na szczęście nie mam tego problemu, ale fajnie jest czasem poczytać i dowiedzieć się nowych rzeczy. Dziękuję za post.

    • Objawy chorób tarczycy są bardzo specyficzne. Niedoczynność z reguły upośledza metabolizm spowalniając go, więc powoduje tycie. Nadczynność z kolei przesadne chudnięcie. Jednakże nie u każdego objawy są takie same lub w ogóle występują.

  4. Super post! Dla mnie, jako osoby cierpiącej na IO, Hashimoto, niedoczynność i PCOS ale nadal nie do końca wiedzącej co i jak- bardzo pomocne! Czy jest szansa na wstawienie przykładowego jadłospisu?

    • Jasne, że tak, z tym że będzie to jednak trochę nieadekwatne – nie ma jednej, dobrej wersji. Co innego będzie służyło komuś z autoimmunologiczną niedoczynnością, co innego komuś z niedoczynnością wywołaną brakiem jodu. Jedni mogą spożywać gluten czy laktozę, drudzy nie 😀 Tak samo z witaminami czy minerałami – jednym brakuje poszczególnych, drudzy mają ich nadmiar. Grunt to dobrać dietę odpowiednią dla siebie, spersonalizowaną – nie dla każdego to samo będzie dobre.

  5. Swietny artykuł! Cała prawda! Ja borykam się z niedoczynoscia jak rownież i hashimoto od ponad 4 lat. Choroba mogła sie rozwinąć wcześniej czego nie wiem do końca. Nie jestem otyła ale to tylko dlatego ze bardzo sie pilnuje, ćwiczę regularnie. Wcześniej potrafiłam wrzucić 4-5 w pare dni jak sobie podpuściłam bo apetyt mam ciagle wielki. Od ponad roku staramy sie o dziecko, bez skutku. Odchodzę już od zmysłów bo nie młodnieje. Jakieś porady? Wskazówki? Dziękuje.

    • Jesteś pod kontrolą ginekologa i endokrynologa? Wie, że staracie się o dziecko? Stała opieka w wypadku ciąży jest mega ważna. Miałaś sprawdzane inne hormony, np. poziom prolaktyny? Po roku nieudanych starań lekarz powinien przepisać wszelakie badania bez mrugnięcia okiem.

    • dla pocieszenia powiem Ci, że mam Hashi i niedoczynność a w ciążę zaszłam jak tylko unormowałam TSH – za pierwszym razem się udało. Dziecko zdrowe 🙂

  6. Mam 15 lat i od chyba dwóch lat zmagam się z tarczycą. Na początku okazało się, że mam niedoczynnośc tarczycy to dostawałam pół tabletki LETROX 50, później się ustatkowała, po jakimś okresie zwiększyli mi na całą, a teraz biorę jedną 75. Mam też hashimoto, ale najdziwniejsze jest to, że zawsze byłam szczuplejsza od siostry, która na nic nie chorowała. Nie przytyłam przez tarczycę, a miałam jej niedoczynośc, która wyszła dopiero przy badaniu krwi (inne objawy to powiększona szyja w okolicy tarczycy). Dziwna ta moja tarczyca, bo na początku choroby (teraz także) noszę S i rzadko XS. Mam nadzieję, że nadal tak będzie. 🙂

  7. Świetny post! Z niedoczynnością tarczycy borykam się już od jakiś 7 lat. Sporo przytyłam, bo niestety lekarz nic nie robił oprócz mówienia czternastolatce o tym, że będzie mi ciężko zajść w ciążę i to jego ciągłe zwiększanie dawki. Kiedy trafiłam do właściwego lekarza, ustalił mi dietę i dobrą dawkę, tylko niestety nie zastosowałam się za bardzo do tego, przez co teraz muszę naprawdę się zawziąć, a Twój artykuł jeszcze bardziej mnie do tego motywuje. Dziękuję za to 🙂

  8. Super post 🙂 ja jakieś 2 miesiące temu, dowiedziałam się, że mam niedoczynność tarczycy, bo towarzyszyły mi niepokojące objawy związane z tą chorobą, mdlałam za kierownicą, byłam ospała, wciąż zmęczona. Teraz biorę leki, a w styczniu idę na kolejne badania i wizytę lekarską. Czuję się nieporównanie lepiej, chociaż czasem bywam ospała w ciągu dnia. Wróciłam po bardzo długiej przerwie (9 miesięcy) do ćwiczeń (problemy z pogodzeniem szkoły, pracy, praktyk, a dodatkowo towarzyszyły mi problemy zdrowotne – inne) 🙂 teraz czuję się silniejsza, od 3 tygodni ćwiczę po 4 razy tygodniowo i czuje się lepiej 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here