Cześć kochane! Mam dla Was niesamowitą metamorfozę. Tym razem wszystko od początku do końca opowie nam sama bohaterka. Nie przedłużam i oddaję głos Sylwii.

Cześć nazywam Sylwia mam 24 lata, a tak zaczyna się moja historia…

Zmagałam się z kilogramami już dłuższy czas. Zawsze podchodziłam do życia z uśmiechem. Nie przejmowałam się niczym. Normalne było dla mnie wyszukiwanie ubrań w rozmiarze XXL zajadając fast-fooda. Mój dzień zaczynał się od kawy najwcześniej o godzinie 11:00. Nie jadłam nic do godziny 18:00, a gdy wybiła godzina głodu bez wyrzutów sumienia  sięgałam po zestaw z KFC. Dzień w dzień to samo – Poproszę zestaw Pocket i powiększone frytki.

Na domiar złego wszystko zapijałam kawą na zmianę z energetykami. Trwało to jakieś pół roku może dłużej, aż do listopada tamtego roku. Powiedziałam sobie dość! Zaczęłam zajadać się musli, płatkami i jakimiś ”steropiankami”. Jogurt naturalny z bananem na śniadanie na moim stole był codziennie. Przestałam jeść słodycze, choć przyznam się, że od czasu do czasu pękałam. Tak to się wszystko zaczęło. Nadszedł nowy rok. Każda z Nas na nowy rok chcę coś w sobie zmienić- Będę chodzić na siłownie, basen… schudnę i wszystkim Wam pokaże.
Więc jak powiedziałam tak nic nie zrobiłam. Od listopada odstawiłam całkowicie fast-fooda. Pierwszy tydzień to była jakaś zgroza. Miałam plan, ale nie wiedziałam jak się żywić. Szukałam pomocy w internecie, sama tworzyłam jakieś koktajle, próbowałam proszki na metabolizm, ale nic. Nic się nie zmieniło. Mój kręgosłup odmawiał mi posłuszeństwa. Poleżałam w domu 5 dni. Tak potwornie mnie złamało.  Plan polegał na tym, że pójdę do lekarza. Lekarz musi się znać. Na pewno mi pomoże. Skończyło się jak zwykle. Słomiany zapał. Dowiedziałam się, że moja koleżanka chodziła do dietetyka i wyglądała naprawdę pięknie. Efekt niesamowity.
Pomyślałam. Uzbieram pieniądze i sama się zapiszę. Zmienię moje życie raz na zawsze. Kiedy już miałam zapisany numer to czułam, że pokonuję pierwszą barierę. Ale kiedy chciałam ją już przeskoczyć i zadzwonić… Wracałam. Zabrakło mi odwagi. Bałam się, że nie dam rady. Wyżaliłam się przyjaciółce. Z tą agentką nie ma żartów. Gdyby nie ona i jej pozytywne nastawienie dziś leżałabym w łóżku z popcornem. Przez miesiąc wyrzucałam wszystko co przypominałoby mi o dietetyku. Przez miesiąc mając szanse coś zmienić… nie zrobiłam nic! Problemy z kręgosłupem się powiększały.

Pewnego dnia zdecydowałam. Przestałam popijać  colę. Kawa mrożona bez bitej śmietany. W torebce woda mineralna. Udało się zgubić jakieś 3-5 kg. Trafiłam do cudownej osoby. Pani Ewa (dietetyk) odmieniła moje życie. Nauczyła mnie nie tylko dyscypliny, ale pokazała mi największy skarb czyli RACJONALNE ŻYWIENIE.
Właśnie to jest klucz do sukcesu. Dostawałam od  niej wiedzę czyli 50% drugie 50% to ciężka praca i determinacja.
W skrócie. Racjonalne żywienie to nic innego rozsądne i przede wszystkim przemyślane odżywianie. Jak wiadomo są dwie strony. Zdrowa żywność i ta wypchana badziewiem. Czasem ciężko jest to rozgraniczyć. Wiem, że ciężko bo nie jestem specjalistą.
Nie wiem? Czytam składy!
Tworzę posiłki z głową. Mój schemat:

 białko + węglowodany
Do odżywiania dołączyłam warzywa i owoce. Trzeba uważać z owocami. Niby takie pyszne i piękne, ale mają dużą zawartość cukrów. Tak one się rozbiją, ale potrzebują trochę czasu. Ja jadałam owoce do godziny 16:00. Codziennie coś. Jeśli nie owoc to w zastępstwie był sok… 100% żaden inny. A no tak jeszcze warzywa. Jem ile chcę i kiedy chcę.
Ja i moje Omega. Organizm potrzebuję tłuszczy. Tych zdrowych, nie tych z frytek ( a szkoda!) Biorę tran w tabletkach. Oczywiście smarowanie masłem też dobre! Nie zaszkodzi odrobina na każdej kromce.

H2O – czyli nie wystarczy kropla wody!

Pijam dużo wody! Chluuuup… Na zdrowie! Zawsze i wszędzie z butelką, ze szklanką, z bidonem.
Zawsze jest pora…
No właśnie nie zawsze. Posiłki podzielone w odstępach czasowych. Niekiedy z budzikiem.

No dobra przez pierwsze 3 miesiące budzik przypominał mi… Dryn, dryn zjedz obiad.
To pomaga, może zacząć irytować, ale nagroda jest piękna. Ile jak i z czym to się je?
no właśnie ile? Czasem 4 posiłki, czasem 5. Najważniejsze jest śniadanie. Więc nie zapominajcie o nim! Ważne, żeby posiłki jeść z 3-4 godzinnymi przerwami. 

 Unikam mąki pszennej, jak diabeł święconej wody. Wprowadziłam wiele  zamienników niezdrowej diety. Codziennie komponuję zdrowe i te mniej zdrowe posiłki dla równowagi. Zawsze uważam na to co jem. Jestem bardzo aktywną osobą.  Pamiętam jak bieg do autobusu sprawiał mi kłopot. Zaczełam od szybkich spacerów dopóki nie miałam na wadze 100 kg. Musiłam odczekać, żeby nie wykończyć stawów.

Gdy tylko osiągnęłam wagę 99 kg zabrałam się za pierwszy bieg. To był najdłuższy kilometr mojego życia. Przebiegłam wolnym tempem ale myślałam, że wyzionę ducha, ale wiecie co wtedy pomyślałam, że nieważne jest to jak wolno biegłam. Ważne jest to, że w ogóle to zrobiłam i jestem o ten 1 km dalej od tych co leżą na kanapie. I tak biegałam codziennie ten kilometr, potem dwa, trzy , aż zrobiłam upragnione 7 km. Nie ma co się przeforsowywać. Wszystko trzeba robić z rozsądkiem. Jeżdzę na rolkach i skacze na skakance. Nawet po 12 godzinach pracy. Dalej biegam, a na moim koncie jest 50 km przejechane rowerem szosowym.
Wiadomo dni słabości przychodzą i waga nie zawsze zaskakuję mnie pozytywnie, ale wtedy patrzę na zdjęcia z tamtego okresu i wiem, że dalej jestem tą radosną dziewczyną tylko, że zdrową i ,może bardziej szczęśliwą. Najbardziej mnie to motywuję. Od początku odchudzania prowadzę bloga. Poznałam dzięki niemu wiele ciekawych ludzi inspirujących i wspierających na co dzień. Chociaż najbardziej wspiera mnie rodzina i przyjaciele. Bez nich mogłoby być ciężko.. Od początku mojego odchudzania moje życie radykalnie się zmieniło znalazłam lepszą  pracę i miłość. Bo nie ważne ile ważysz. I na jakim etapie odchudzania jesteś. Jeśli kochasz siebie i wierzysz w siebie to możesz osiągnąć wszystko!
A więc jestem Sylwia i udało się bo zrobiłam to dla siebie. W rok zrzuciłam ciężar 40 kg!

14489694_1415388588491066_229795731_o

Wielkie brawa dla Sylwii! Zostawcie dla niej jakiś motywujący komentarz, do ktorego będzie mogła wrócić w chwilach zwątpienia. Jeżeli macie jakieś pytanai do naszej dzisiejszej bohaterki, wiecie co robić! Jeszcze raz cała ekipa Tips For Women gratuluje Sylwii niesamowitej metamorfozy. 🙂

Ps: Jeżeli chcesz nam pokazać swoją metamorfozę, prześlij ją na tipsforwomen@wp.pl

Pozdrawiam,

Roksana

PODZIEL SIĘ
Roksana
20 letnia uczennica technikum gastronomicznego, najbardziej lubiąca spędzać czas w kuchni tańcząc z garami ewentualnie testując kosmetyki (szczególnie do włosów).

19 KOMENTARZE

  1. Super metamorfoza, zazdroszczę tak dużej motywacji. U mnie zawsze to trwa około tygodnia a później się poddaje i za jakiś czas znowu zaczynam od początku.

  2. Niesamowita zmiana 🙂 Mam nadzieję że i mi uda się zgubić zbędne kilogramy 😉 I czy jeśli to możliwe, mogłabym prosić o adres do bloga? 🙂

  3. Szok ! Jaka przemiana ! Podziwiam i Gratuluje 🙂 Ja jestem na początku drogi, ale mam nadzieję że za rok będę mogła pochwalić się równie spektakularną metamorfozą 🙂 Pozdrawiam 🙂

  4. Szok ! Mega ! Podziwiam i gratuluję 😉 ja jestem na początku drogi ale mam nadzieję że za rok będę mogła pochwalić się równie spektakularną metamorfozą 🙂 Pozdrawiam

  5. Podziwiam Cie za motywację i upór w dążeniu do spełniania marzeń bo ten pierwszy krok zawsze jest najtrudniejszy. Ja chciałam kiedyś schudnąć, dla kogoś, nie dla siebie a teraz chcę tego dla siebie, dla lepszego samopoczucia, zdrowia,aby na nowo pokochać siebie. Cieszę się, że takie kobiety jak My nawzajem się motywują bo to naprawdę dodaje skrzydeł. Pozdrawiam .

  6. Ja schudłam 25kg, chciałabym jeszcze zejść z 10kg niestety brakuje mi już determinacji :/ wiem, że ten cellulit, ten tłuszcz wyglądają strasznie i nie mogę na to patrzeć ale gdy zaczynam ćwiczyć zawsze trafi się taki dzień w którym po prostu nie mam czasu i odpuszczam to ta przerwa działa tak że ciężko mi jest zacząć znów :/

    • Gratulacje! Kawał dobrej roboty 🙂
      Magda, ja mam dokładnie ten sam problem. Jak tylko z jakiegoś powodu muszę odpuścić ćwiczenia to później ciężko wrócić.

  7. Gratuluje metamorfozy…Ja cwicze od półtora miesiąca,puki co nie widze efektów i troche sie zniechęcam,ale wiem że wytrwałość i systematycznosc z czasem wynagradzają.mam nadzieję że wytrwam i schudnę do mojej dawnej wagi heh 55kg.Teraz waże 80kg.W ciąży bardzo przytyłam,miałam problemy zdrowotne,ale to mnie raczej nie tłumaczy.Cwiczę 6x w tygodniu,pierwszy miesiąc ćwiczyłam z Ewą Ch.ale nie dawałam rady i od 2 tyg.ćwiczę z Mel B. po 45 min dziennie.Wiem że powinnam więcej z siebie dawac,ale puki co nie mam większej motywacji.Więcej czasu poświecam mojemu synkowi.Pozdrawiam…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ